Evolve Alfa test – czyli czemu wykreślam tę grę z listy oczekiwań
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Pamiętacie ten pierwszy trailer Evolve? Piosenka „Mother” lecąca w tle, czterech łowców na nieznanej planecie… Klimat polowania, współpracy i walki o przetrwanie zbudowany został naprawdę świetnie, a kolejne materiały z gry tylko zaostrzały mój apetyt na produkcję twórców Left 4 Dead. Na początku listopada dane nam było sprawdzić (oczywiście pomijając pewne problemy z serwerami i aktualizacją 2.0), jak ten tytuł wygląda na naszych konsolach. Po tytule możecie domyślić się, że moje wrażenia nie są zbyt optymistyczne, jednak przejdźmy do sedna..

Czterech łowców na tropie …

Szumnie zapowiadana kooperacja jest bardzo kontrowersyjnym aspektem gry. Z jednej strony twórcy mieli rację, nie pokonamy bestii, jeśli każdy z graczy nie będzie sprawdzał się w swojej roli, czyli medyk musi leczyć, traper musi rzucać pułapki itd itd, jednak podczas gry z randomowymi osobami nie jest to rozwiązane w dobry sposób. Informacje o problemach naszych kompanów nie są zbyt widoczne na ekranie, ich paski życia są trudne do wypatrzenia w ferworze walki, a nawet chwila zawahania czy oddzielenia się od reszty kończy się problemami całej drużyny. Oczywiście można uznać to za specjalne utrudnienie, jednak niektóre elementy nadal są niedopracowane. Przykładowo medyk może leczyć tylko na pewną odległość, jednak zasięg leczącej spluwy często zmieniał się bez powodu. Raz mogłem leczyć przez budynki, raz nie. Sporo zależy od szczęścia i kaprysu gry, a nie umiejętności gracza. Oczywiście jest to wersja alfa i nadal wiele może się zmienić …

Go go go !!!

Początek rozgrywki nie przypomina w niczym strzelanki, a już na pewno nie ma nic wspólnego z tropieniem. Można powiedzieć, że jest to zręcznościowa platformówka w trzecim wymiarze. Biegamy, skaczemy, wspinamy się i lecimy na łeb na szyję za znacznikami, które wskazują nam gdzie ostatnio pojawiła się bestia. Zabija to całkowicie klimat polowania i przeszkadza w zgrupowaniu się z innymi graczami. Nisko poziomowy potwór jest tak słaby, że nawet dwójce graczy nie sprawi kłopotu przez dłuższy czas, a musi ciągle być świadom nadchodzących posiłków.

Z perspektywy Goliata wyglądało to nieznacznie lepiej. Czułem, że muszę uciekać i nie mam nawet sekundy wytchnienia. Cały czas oglądałem się przez ramię i wypatrywałem przeciwników. Prawda jest jednak taka, że gracz, który nawet w średnim stopniu opanuje sterowanie, będzie w stanie oddalić się od łowców na znaczną odległość i w spokoju zająć się ewolucją swojej bestii.

Monotonia i powtarzalność

Niestety, każda z kilkunastu rozegranych przeze mnie gier wyglądała podobnie. Na początku pościg za uciekającym monstrum i w zależności od umiejętności trapera kończył się on albo po kilku minutach dzięki dobrze rzuconej przenośnej arenie, lub trwający kilkanaście minut podczas których przeciwnik wylevelował swojego potwora do ostatniego poziomu i zmuszeni byliśmy powrócić na stację by jej bronić. Właśnie w tym miejscu większość potyczek się kończyła. Bywało różnie, raz wygrywali łowcy, raz bestia, co dowodzi, że walka w pełni rozwiniętego potwora z czterema graczami jest całkiem zbalansowana i zależy jedynie od umiejętności grających.
Podsumowując

Bawiłem się nieźle, jednak nawet w połowie nie tak dobrze, jak zakładałem na początku. Może to kwestia moich wymagań, jednak ani graficznie, ani tym bardziej pod względem rozgrywki Evolve nie powala. Wszystko jest poprawne, ot średniak, który może stać się źródłem świetnej zabawy podczas gier ze znajomymi, a także idealnym rozwiązaniem dla streamerów. Pomysł ciekawy, innowacyjny, ale wykonany może nie tyle źle, co inaczej niż zapowiadano. Miało być polowanie – jest pościg.