Suplement na suplemencie, czyli witaminy na kilogramy
1 vote, 5.00 avg. rating (91% score)

Reklamy w telewizji wręcz się prześcigają w ich reklamowaniu. Witaminy na wszystko – jedne są na wzrok, aby babcia mogła czytać dziecku bajki. Za chwile słyszymy, że musimy wziąć kolejne na wypadanie włosów – jak nam nie wypadają to dobrze, ale też trzeba łyknąć tabletkę – profilaktycznie. Następnie mieszankę witamin na wszystko. Potem na brzydką pogodę, mało słońca, więc niezbędna jest D3. Mamy dzieci? Koniecznie witaminy, jeżeli pójdzie bez nich do szkoły to na pewno na coś zachoruje. Jesteśmy w ciąży? Musimy zdecydować, które z tabletek będziemy łykać, bo ich wybór jest ogromny, a nie warto przecież poradzić się lekarza. Jesteśmy osłabieni, nie sprzyja nam aura? A może pijemy za dużo kawy? Przecież wtedy wypłukujemy witaminy! Koniecznie łyknij tabletkę. I Polacy łykają ku przerażeniu lekarzy czasami olbrzymie ilości najróżniejszych suplementów. Zdarza się, że jedna osoba przyjmuje dawkę, którą mogłaby podzielić się z całą rodziną, albo przecież musi brać coś na oczy, skórę, kości, samopoczucie. No właśnie samopoczucie. Łykając tabletki wielu ludzi poprawia sobie humor, wychodzą na dwór z przekonaniem, że zrobili wszystko, aby obronić się przed całym złem tego świata. Jak to wygląda w praktyce? Większość nas przyjmuje dzienną zalecaną dawkę dzięki jedzeniu. Witaminy, o czym zapominamy znajdują się w pokarmach. Owoce, warzywa są nimi napakowane. Dobrze, aby przyjmowanie witamin było konsultowane z lekarzem a to nie są cukierki.